Niesamowici fani CCC Team. Jak rower pomaga 9-latkowi choremu na autyzm?

0 3 940

Jako tata Filipa nie traktuję autyzmu jak wyroku, ale nie ukrywam, iż jest to przeciwnik ogromnie wymagający – mówi Dawid Salamon, zwycięzca jednego z konkursów CCC Team oraz tata cierpiącego na autyzm 9-letniego Filipa. Specjalnie dla syna zainicjował on rowerową akcję charytatywną, w której wzięło udział już ponad 15 tys. osób.

Za wyzwaniem #CCCTeamFan kryje się nie tylko miłość do kolarstwa, duch rywalizacji czy chęć spełnienia kolarskiego marzenia, ale też często trudne i chwytające za serce historie jego uczestników.

Najważniejsza jest motywacja

Przypomnijmy: CCC zorganizowało w kwietniu pierwszą edycję wielkiego konkursu dla miłośników kolarstwa, w której nagrodą był wyjazd na jeden z legendarnych tourów UCI WorldTour – Giro d’Italia. Aby wygrać, należało zarejestrować się na aplikacji Strava i

przejechać w dwa tygodnie minimum 500 km na rowerze, a także przesłać odpowiedź na pytanie: „Co motywuje cię do podjęcia wyzwania #CCCTeamFan”. Jury konkursu wybierało spośród 460 motywacji. Trzy z nich wytypowano do głównej nagrody.

Tak więc, mieliśmy historię Darka, który kilka lat temu uległ poważnemu wypadkowi samochodowemu. Jak napisał w formularzu zgłoszeniowym: wszystkiego uczył się od nowa, bowiem prawa strona jego ciała uległa paraliżowi. To jednak nie przeszkodziło Darkowi w podjęciu wyzwania i przejechaniu na rowerze blisko 700 km w zaledwie dwa tygodnie. Jazda na rowerze stała się nie tylko pasją, ale też czymś w rodzaju remedium na poważne problemy zdrowotne, z którymi Darek musi się na co dzień zmagać.

Była też historia Mileny, której miłość do kolarstwa przekazał ukochany tata. Kiedy zaczynała swoją przygodę z dwoma kółkami, zawsze towarzyszył jej tata. Niestety, choroba uniemożliwiła mu jazdę na rowerze. Wówczas Milena jeszcze bardziej zaangażowała się w sport. Ze zwykłego roweru przeniosła się na rower trackingowy, a potem na „szosówkę”. Kolarka ma już za sobą kilka ultramaratonów, a tata stał się jej najwierniejszym kibicem.

I wreszcie opowieść Dawida Salamona – ojca trójki dzieci, dla którego największą motywacją do kolarskich wyzwań jest najstarszy syn Filip. Chłopiec choruje na autyzm i musi być pod stałą opieką specjalistów i fizjoterapeutów. 

Na początku rower był odskocznią od trudnej codzienności i sposobem na zrzucenie kilogramów i poprawę własnego zdrowia. W 2015 roku sport z pasji przerodził się w niesamowitą akcję charytatywną zatytułowaną „Filipowe Kilometry. Walczymy z Autyzmem”. O tym, jak wiele dobra może przynieść zwykła pasja do kolarstwa, rozmawiamy z pomysłodawcą akcji.

 

Rozmowa z Dawidem Salamonem – tatą Filipa

 

Jakim dzieckiem jest Filip?

– Filip jest dzieckiem autystycznym, nie mówi i w pewnym stopniu jest niepełnosprawny ruchowo. Potrafi co prawda chodzić i biegać, ale te umiejętności są chwiejne i zaburzone ze względu na niskie napięcie mięśniowe. Ze światem zewnętrznym Filip kontaktuje się za pomocą języka gestów tzw. Makatona, jak i również poprzez protezę mowy, czyli multimedialny program terapeutyczny Mówik. Mimo wielu trudności i napotykanych barier Filip stara się być dzieckiem uśmiechniętym. Jest fanem pizzy, motoryzacji oraz podróży, w szczególności nad polskie morze.

Jak wygląda wasza codzienność?

– Mieszkamy w miejscowości Czerwionka-Leszczyny w Śląskiem. Na co dzień jestem tatą trójki wspaniałych dzieciaków: Filipa lat 9, Mai lat 7 i Tymoteusza lat 3. Jako Filipowa Rodzinka żyjemy na „pełnym gazie”. Filip od urodzenia jest pod stałą opieką specjalistów, fizjoterapeutów. Obecnie 3 razy w tygodniu uczestniczy w zajęciach rehabilitacyjnych. Ponadto systematycznie bierze udział w terapii

logopedycznej, a także w innych zajęciach specjalistycznych, które mają na celu pomóc mu przezwyciężać jego codzienne słabości. Rodzinnie staramy się spędzać czas na wspólnym wyjściach, spacerach, wyjazdach i wycieczkach. Bardzo często wychodzimy na basen, no i oczywiście jeździmy na rowerach i rowerkach biegowych. Osobiście jazda dla rowerze stała się dla mnie ulubionym hobby, jeżdżę na rowerze już 4 lata.

Dla Filipa?

– Tak. W grudniu 2014 roku podczas leśnej, rowerowej przejażdżki rozważałem w swojej głowie, w jaki sposób zebrać środki na bieżącą terapię i rehabilitację dla mojego syna. Wpadł mi do głowy pewien pomysł – stworzyłem akcję, w której Filip jest głównym bohaterem.

Na czym polega ta akcja?

– To inicjatywa charytatywna pod nazwą „FILIPOWE KILOMETRY WALCZYMY Z AUTYZMEM”. Nie jest zwykłą zbiórką datków, ale jest codziennym wyzwaniem, motywacją do działania i pokonywania siebie. Jako tata Filipa nie traktuję autyzmu jak wyroku. Nie ukrywam, iż jest to przeciwnik bardzo ciężki i trudny do rozpracowania, a przede wszystkim ogromnie wymagający. Akcję zainicjowałem latem 2015 r., aby wziąć w niej udział należy dołączyć do rywalizacji w aplikacji Endomondo, wpłacić „przysłowiową złotówkę” na konto Filipa w Fundacji Dzieciom „Zdążyć z pomocą” i… pokonywać siebie, swoje własne bariery tak, jak codziennie robi to Filip przemierzając „Filipowe Kilometry”. Dla osób, które pokonają dystans 1503 kilometrów (15.03. to data narodzin Filipa) Filip przekaże gadżety akcji. Dzięki ogromnemu zaangażowaniu uczestników, w pierwszych trzech edycjach akcji wzięło udział ponad 15 000 uczestników, którzy przejechali aż 27 mln „filipowych kilometrów”. To właśnie oni popchnęli akcję do przodu, wlewając w moje serce nadzieję i motywując mnie do walki o lepsze jutro dla Filipa.

Dlaczego w ogóle wsiadł pan na rower?

– Dzięki Filipowi, do tej aktywności najbardziej zmotywowała mnie sytuacja zdrowotna syna. Po prostu któregoś dnia wstałem z domowego fotela. Pochłonięty pracą, życiem rodzinnym trochę się zapuściłem, ważyłem wtedy około 110 kg. Dzięki rowerowym aktywnościom w ciągu pierwszego roku „kręcenia” udało się zrzucić kilkanaście kilo.

Nadal dużo pan jeździ?

– Tak. Wraz z grupą moich przyjaciół przejechałem na przykład na rowerze trasę nad morze i z powrotem. Zajęło nam to 6 dni, w sumie trasa liczyła ponad 1400 km. W ub. roku objechaliśmy Polskę dookoła, nasza trasa składała się z 15 etapów, codziennie pokonywaliśmy dystans ponad 200 km. W sumie przemierzyliśmy 3111 Filipowych Kilometrów. W tym roku naszym celem wyprawowym był Rzym. Trasa biegła przez Czechy, Niemcy, Austrię i oczywiście Włochy. W ciągu 8 dni pokonaliśmy, dokładnie 1614 km w ekstremalnie wysokich temperaturach.

A w przyszłym roku gdzie pojedzie pan dla Filipa?

– Chodzi mi pewien pomysł po głowie, ale niestety wszystkie te nasze szosowe zmagania, akcje, wyprawy coraz trudniej się nam organizuje ze względu na trudności finansowe, z którymi niestety również się borykamy. Są sponsorzy, nasi wspaniali partnerzy, którzy nas bardzo wspierają, podoba im się to co robimy, ale kolarstwo jest taką pasją, która strasznie obciąża kieszenie. Ale nie poddajemy się, cały czas walczymy i staramy się szukać nowych sponsorów, partnerów, którzy pomogli by nam sfinansować nasze rowerowe plany i marzenia tak aby jeszcze więcej osób mogło dowiedzieć się na temat akcji „Filipowe Kilometry”.

Postawa taty Filipa oraz osób, które zaangażowały się w przygotowaną przez niego akcję pokazuje, jak bardzo kolarstwo i dobroczynność mogą iść ze sobą w parze. Na co dzień pokazują to też kolarze CCC Team, którzy wspierają UNICEF. Każdy przejechany przez nich kilometr, czy to w ramach treningu czy zawodów oznacza jeden dolar amerykański, przelany przez sponsorów na konto fundacji. W trakcie wyścigu Tour de France ośmiu kolarzy występujących w barwach CCC Team jest w stanie zapewnić, plecaki, podręczniki oraz roczną edukację ok. 100 dzieciom z krajów rozwijających się. Kilometry są zliczane dzięki specjalnej aplikacji połączonej z zegarkami zawodników. 

Sami kolarze podkreślają w wywiadach, że jazda dla UNICEF to dodatkowa motywacja – szczególnie podczas ciężkich treningów, kiedy brakuje kilku kilometrów do ukończenia dystansu. Doskonale wiedzą, że ten ogromny wysiłek, z którym muszą się mierzyć, może przynieść coś znacznie cenniejszego niż tytuły i sławę.